niedziela, 17 listopada 2019
Rozdział I
Kolejne dni marca uciekały powoli, zbliżając uczniów do końca ostatniego semestru. Wszyscy byli pochłonięci poprawkami oraz w przypadku trzecioklasistów - przeprowadzkami i załatwianiem wszystkich formalności pomiędzy szkołami a uczelniami. Zdarzało się, że musieli nawet po kilka razy odwiedzać mury obu instytucji, bo okazywało się, że jeszcze nie wszystko zostało dostarczone. W skrócie mówiąc - syzyfowa praca, która w przeciwieństwie do tej króla Koryntu, kończyła się prędzej czy później.
Koniec edukacji ponadgimnazjalnej zazwyczaj kojarzył się pozytywnie, jednak nie wszyscy cieszyli się z uzyskanej wolności i pogoni za marzeniami. Niektórzy tak wniknęli w mury szkoły, że nawet po trzech latach ciężkiej pracy, nie chcieli jej opuszczać. Zakorzenili się w niej, udzielając się w różnych klubach i przebywając pośród wszystkich przyjaciół.
Oikawa naprawdę nie chciał zostawiać szkoły za sobą, bo mimo że marzył o karierze sportowej, to największą radość przyniosłaby mu kontynuacja gry w szkolnym klubie siatkówki. Nie opuścił nawet jeszcze prefektury Miyagi, a już odczuwał tęsknotę za wspólnymi treningami z kolegami z drużyny.
Kariera sportowa... Odkąd mecz z Karasuno zakończył się porażką jego drużyny, miał wrażenie, że nikt poważnie się nim już nie zainteresuje. Po części przeklinał ten fakt, ale z drugiej strony - odczuwał lekką ulgę. Przez liczne kontuzje z jego kolanem było coraz gorzej, więc właściwie pewnie nie mógłby sobie pozwolić na intensywny wysiłek fizyczny. Zresztą Iwaizumi szybko postawiłby go do pionu, gdyby ten chociaż próbował. Marzenia o siatkówce musiał zostawić za sobą, więc postanowił zamknąć ten rozdział razem z końcem liceum.
Po południu Tooru musiał ponownie udać się do szkoły, aby odebrać ostatnie papiery, które wcześniej nie były jeszcze gotowe. Podejrzewał, że tym razem też nie będą, ale nie zaszkodziło spróbować. Nie miał nic lepszego do roboty. Wszystkie inne sprawy były już dawno załatwione.
Zatrzymał się na dźwięk dzwonka jego telefonu. Wyjął komórkę z kieszeni bluzy. Zmrużył oczy, widząc nieznany numer.
- Oikawa Tooru. Słucham - powiedział, odbierając połączenie. W końcu mogli dzwonić z uczelni lub nawet ze szkoły.
- Hej, rozmawialiśmy wczoraj o mieszkaniu... - odezwał się głos po drugiej stronie.
- Ach, tak, pamiętam. O co chodzi? - zapytał miłym tonem. Ale tak serio, czego ten gość jeszcze chciał?
- Przepraszam, ale jednak nie będę w stanie przyjąć cię do siebie. Niespodziewanie dowiedziałem się, że moja siostra wraca z Europy i chce zająć swój stary pokój. Wybacz, naprawdę nie miałem pojęcia, że tak wyjdzie.
Oikawa zaniemówił z wrażenia. Wczoraj cieszył się, że miał już wszystko pozałatwiane, a nagle okazuje się, że zostaje bez mieszkania. Nie chciał dzielić akademiku z setką innych ludzi. Pragnął mieć swoją oazę spokoju z własną kuchnią.
- Jesteś tam? - usłyszał niepewny ton głosu. Nie mógł mieć mu tego za złe, bo w końcu on zachowałby się tak samo. Był jednak wściekły, że to musiało spotkać akurat jego.
- Tak. Rozumiem sytuację, w innym wypadku zrobiłbym ci scenę - odpowiedział żartobliwie, aby trochę rozluźnić atmosferę. To wcale nie tak, że w środku się wręcz gotował.
Chwilę później zakończył rozmowę, powstrzymując się z całych sił od rzucenia telefonem. Musiał szybko załatwić sobie inne lokum, jeśli nie chciał wylądować na ulicy.
- Oikawa-san? - usłyszał za sobą. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać, a już na pewno nie z właścicielem głosu. Odwrócił się jednak ze sztucznym uśmiechem.
- Co wy tu robicie? Wasza szkoła jest gdzie indziej - zauważył słusznie, spoglądając sceptycznie na ciemnowłosego i rudowłosego.
- Hinata chciał kupić nowe buty - wyjaśnił Kageyama neutralnym tonem. - Nie wiem, po co. Stare były w porządku.
- Urosła mi stopa! Jak niby miałem nadal w nich chodzić? - prychnął, rzucając spojrzenie rozgrywającemu Karasuno.
- Serio ze wszystkich możliwych miejsc urosły ci akurat stopy? Chyba do końca życia pozostaniesz kurduplem - stwierdził szyderczo, aby następnie ukazać swój podły uśmiech.
- Ty...
- Wybaczcie, że przeszkadzam wam w kłótni, ale właśnie zostałem pozbawiony mieszkania, więc nie mam czasu na wasze przepychanki - przerwał im szatyn. Powinien skontaktować się z Hajime i poprosić go, aby pomógł mu coś znaleźć. Znowu.
- Mieszkania? Rodzice wyrzucili cię z domu? - zapytał Hinata z lekkim przerażeniem w głosie. Oikawa miał ochotę strzelić sobie w twarz.
- Nie, głupia krewetko! Wyjeżdżam do Tokio na studia. Miałem załatwione mieszkanie, ale zostałem wyrzucony, zanim nawet zdążyłem je obejrzeć.
- Kompletnie o tym zapomniałem - przyznał Kageyama, poprawiając torbę, która zsunęła mu się z ramienia.
- Także wybaczcie, ale mu-
- Myślę, że mogę ci załatwić mieszkanie! - stwierdził Shoyou z entuzjazmem.
Tooru spojrzał na niego z zaciekawieniem.
- Ostatnio Kenma mówił mi, że Kuroo-san i Bokuto-san szukają kogoś do wspólnego mieszkania.
- Zadzwoń do niego - powiedział z błagalnym spojrzeniem. Cudownie, wielki Oikawa zdany na łaskę tego matoła. Cóż, przynajmniej może będzie coś z tego miał.
***
- Kenma, telefon ci wibruje - powiedział Kuroo, rzucając spojrzenie na wyświetlacz. Blondyn siedział z nosem w konsoli i zdawał się nie słyszeć słów przyjaciela. Brunet postanowił sam odebrać połączenie, przykładając telefon do ucha. Mały z Karasuno trochę się zdziwi.
- Słucham?
- Kenma, słuchaj muszę szybko... Kuroo-san?
Gdy Tetsurou usłyszał zdziwiony głos po drugiej stronie, uśmiechnął się z satysfakcją.
- Hej, krewetko. Dzisiaj Kenma nie przyjmuje, a ja chyba robię za sekretarkę - zaśmiał się.
- Aaaa, to nawet lepiej! Mam sprawę do ciebie!
Brunet lekko się zdziwił. Co może od niego chcieć pierwszak z Karasuno?
- Nadal szukasz kogoś do mieszkania?
- No tak.
- To znalazłem ci kandydata - poinformował, a Kuroo mógłby się założyć, że dzieciak szczerzył się jak głupi.
***
Kilka dni po uroczystym zakończeniu roku, Iwaizumi odprowadzał swojego chłopaka na dworzec. Bardzo chciałby móc jechać razem z nim, ale niestety nie interesowały go uczelnie w stolicy. Wybrał mniejsze miasto, jednak starał się, aby znajdowało się jak najbliżej Tokio. Pragnął, aby odwiedzali się jak najczęściej i to z niewielkim kosztem.
- Będę codziennie dzwonić - zapewniał go Oikawa.
- Bez przesady...
Tak naprawdę to chciałby, aby dzwonił tyle razy dziennie, ile tylko będzie mógł. Wiedział też, że nie musiał nic mówić, bo Tooru doskonale o tym wiedział.
Kiedy pociąg przyjechał na stację, szatyn zachłannie pocałował bruneta, delikatnie obejmując go w pasie. Jego pocałunek, mimo małego tłumu, został odwzajemniony z taką samą dawką uczuć.
Niedługo po tym Oikawa siedział już w pociągu i machał do swojego chłopaka przez szybę. Już wtedy cholernie za nim tęsknił.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)